środa, 12 listopada 2014
Warszawska Tęcza
Kiedyś gdy usłyszałem o Tęczy na placu Zbawiciela w Warszawie, zastanawiałem się o co im chodzi. Jedni ją podpalali a inni odbudowywali. W pierwszej chwili pomyślałem sobie że pewnie działają razem i kasę wyciągają. Taka Polska zaradność. Minęło trochę czasu i zaczęliśmy obnażać oblicze Kremla. Pomyślałem sobie co bym zrobił jak, nie daj Bóg przyszedł by tu Putin. Przeleciała mi myśl że wyjechałbym z Polski. Nie dlatego że bym się bał(chociaż pewnie też), ale dlatego że mam dosyć szarzyzny, szaroburych kolorów. Nie chcę być prosty, chcę mieć złożoną osobowość, chcę być kreatywny, a na pewno nie chcę być homosowietikusem. I gdy tak zawzięcie myślałem o tych szaroburych kolorach, usłyszałem że w tym roku nie podpalono tęczy. Uśmiechnąłem się. Nagle ta kolorowa tęcza zyskała dla mnie nowe znaczenie. A jak bym się zachował w razie napaści, tego nawet ja nie wiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz